Jak zdobyć nasze maile? Jak ich nie wysłać?

No cóż, nie jest rzadkością zrobienie literówki w adresie, nie jest także złe zaadresowanie listu w sytuacji gdy wszechobecne funkcje podpowiadania adresata wstawią w pole Do: kogoś innego z naszej listy kontaktów. Nie trzeba wielkiego pośpiechu czy nieuwagi by się to przytrafiło. Umieszczanie w stopce sentencji w rodzaju "jeżeli nie jesteś adresatem tego listu powiadom o tym nadawcę i zniszcz treść przesyłki" jest dość naiwne jeśli niechcący wyślemy super ofertę nie temu klientowi... To zjawisko to klasyczny przykład czynnika ludzkiego, z którym poważni ludzie nie dyskutują tylko szukają sposobu jak mu zaradzić. Na pewno nie jest skutecznym sposobem administracyjny zakaz mylenia się z dużą karą za pomyłkę: po protu nikt się nie przyzna, i mało który przypadkowy adresat doniesie sam na siebie. Jak zaradzić problemowi? W sumie nie aż tak trudno: nie używać poczty elektronicznej do wysyłania ważnych dokumentów. Czyli? Zamiast ryzykować wysłanie mailem ryzykownej treści, np. negocjowanej umowy, bezpieczniej jest umieścić plik w repozytorium i udostępnić uprawnionej osobie (stosowanie kompresji zip na hasło jest tylko półśrodkiem). Może to być system zarządzania przepływem pracy, nieskomplikowane repozytorium z funkcją monitorowania, inne. Możliwości jest wiele, ważne by nie "przedobrzyć" z procedurami. Jak nie trudno się domyśleć, i tu warto wykonać rzetelną analizę wymagań, procesów komunikacyjnych wewnątrz firmy z jej otoczeniem, analizę ryzyk. Jednak o wymaganiach w tym poście już nie napiszę :) zaś moi klienci wiedzą, że używam w ważnych przypadkach, systemu wymiany dokumentów zamiast poczty od ponad trzech lat.

Continue ReadingJak zdobyć nasze maile? Jak ich nie wysłać?
Read more about the article Hej, Biznesie, to ma być dla biznesu czyli dla Ciebie!
MDA Development Sequence (źr. Business Process Trend Newsletter, Maj 2004 nr. 5)

Hej, Biznesie, to ma być dla biznesu czyli dla Ciebie!

Tak więc jest metoda, praktyka pokazuje, że sprawdza się. Praktyka pokazuje także, że niestety nie jest to łatwe (modelowanie biznesu metodami obiektowymi, tu niestety nie da się powiedzieć, że "nie święci garnki lepią") dlatego powstały pewne zalecenia i wzorce projektowe. Należy je zrozumieć, nauczyć się stosować i stosować, co i tak nie zastąpi "projektowania" czyli twórczego pierwiastka w tym procesie. Dokładnie tak samo jak nie da się automatycznie tworzyć kodu programu, do tego potrzebni są (dobrzy) programiści. Z przekorą powiem też, że nie wiem jak zwinność metod programistycznych ([[Agile Manifesto]]) miała by ten proces uzdrowić i uczynić lepszym (nadal uważam, że brak dokumentacji, w tym modeli, raczej psuje projekty). Podsumowując można by powiedzieć, że etapy tworzenia oprogramowania to: Analiza biznesowa, której produktem są: model organizacji (CIM) oraz specyfikacja tego co ma powstać (PIM), to drugie to kompletne wymagania. Całość (sformalizowane modele) pozwala na przetestowanie czy tak określone wymagania spełniają potrzeby biznesu. Wytworzenie oprogramowania polegające na: implementacji modelu PIM, rozwiązaniu problemów technicznych (wymagania niefunkcjonalne) oraz dostarczeniu i wdrożeniu. Powyższe, tak udokumentowany projekt, pozwala także osiągnąć dodatkową korzyść: "wiedza organizacji" tkwi w modelu PIM i developer nie może jej przejąć bez zgody autora, Analityka Biznesowego i sponsora projektu (prawo autorskie).

Continue ReadingHej, Biznesie, to ma być dla biznesu czyli dla Ciebie!

Raport: Zarządzanie wymaganiami 2011

Ponad 80% projektów programistycznych ma przekroczone termin i budżet. Największą trudnością w tych projektach okazało się jasne zrozumienie tego, czego tak naprawdę klient potrzebuje, oraz udokumentowanie jego wymagań. Do przechowywania wymagań użyty był głównie word i excel oraz email. Przyznajemy jednak, że diagramy najlepiej wyjaśniające (uzupełniające) wątpliwości związane z wymaganiami to modele procesów i prototypy, jednak nie stosujemy ich. ( 2011 State of Requirements Management Report.) Jak widać brzmi znajomo z dwóch powodów: problemy znane każdemu i powody niestety także. Ciśnie mi się na usta "a nie mówiłem"... Czyli jednak wiemy że problemem projektów z zakresu inżynierii oprogramowania są zbyt proste metody i narzędzia zarządzania wymaganiami (pakiet biurowy), które w większości są stosowane. Wiemy, że modelowanie jest najskuteczniejsza metodą analizy i projektowania a mimo to nie stosuje się tych metod szukając stale "drogi na skróty". Dlaczego dostawcy oprogramowania nie stosują metod powszechnie jednak uznawanych za skuteczne?

Continue ReadingRaport: Zarządzanie wymaganiami 2011

Cloud Computing to architektura systemu

Jak widać, można wskazać wiele korzyści z CC. Przede wszystkim model opłaty może być za gotowość, za realne wykorzystanie lub na innej zasadzie. Nie ma tu mowy o licencjach, jest mowa o wykonanej pracy. Problemem jest tu ocena czy danej firmie w ogóle CC pomoże, a jeśli tak to gdzie. Decydowanie się na CC nie powinno być efektem zauroczenia treścią np. takiej jak ta konferencji. Nie powinno być też emocjonalną decyzją po wysłuchaniu wizji dostawców takich usług. Skoro CC to jednak architektura, proponuję kolejność następującą: analiza biznesowa (cel projektu), analiza wymagań, projekt architektury systemu, decyzja, które komponenty system możliwe są do kupienia, a które należy potraktować jako zasób zewnętrzny (cudzy). Osobiście nie polecam podejścia polegającego na znalezieniu "fajnego" komponentu i zastanawianiu się gdzie go u siebie upchać. To często spotykany przypadek, w którym "coś nam sprzedano". Polecam rzetelne, pragmatyczne spojrzenie biznesowe, kończące się tym, że znajdziemy i kupimy od kogoś coś, co jest nam potrzebne i przyniesie korzyści, także finansowe.

Continue ReadingCloud Computing to architektura systemu